Oriflame, krem matujący.

Oriflame jest firmą, którą niezmiennie darzę podziwem ze względu na odcienie ich podkładów. Na rynku jest raczej mała ilość produktów, których odcień określić można poprzez Porcelain. Przyznam, że ów krem trafił do mnie całkowicie przypadkowo. Wydaje mi się, że sama nigdy bym się na niego nie zdecydowała - głównie przez wzgląd na słowo "matujący", które niezmiennie kojarzy mi się z wysuszeniem.



Codzienna cena produktu waha się w granicach 20-25 zł. Wydaje mi się, że większość kosmetyków Oriflame ma cenę w tych granicach.
Tubka, w której zamknięty jest krem, jest biała, mięciutka, estetyczna. Bez problemu można wycisnąć z niej produkt, chociaż jeśli ktoś - jak ja - lubi wykorzystywać kosmetyki do ostatniej kropelki, musi liczyć się z koniecznością przecinania opakowania. Nie jest to problematyczne, choć górna część mojego opakowania po czasie zniknęła, a krem - pozostawiony bez przykrycia - w szybkim tempie zmienił konsystencję. Z  tego też powodu zmuszona byłam go wyrzucić. Na szczęście moja skąpa natura nie została zbyt mocno naruszona, ponieważ ilość kremu w opakowaniu wystarczyłaby może jeszcze na jedno, dwa użycia. :)


Konsystencja kremu jest bardzo lekka, dzięki czemu nałożony specyfik wchłania się z ekspresowa prędkością, nie pozostawiając na twarzy tłustej warstwy. Pachnie świeżo, aptecznie. Jeśli chodzi o tę kwestię, to nie mam zastrzeżeń.


Według producenta krem miał nawilżać, matowić oraz zapobiegać powstawaniu wyprysków. Obietnice nie są zbyt wygórowane, co z pewnością działa na korzyść producenta kremu. Owszem, cera jest delikatnie nawilżona - jednak od razu mówię, że jest to nawilżenie odpowiednie na wiosnę lub lato - przez pierwsze kilka godzin nie błyszczy się, ale nie zapobiega powstawaniu wyprysków.
Dodam tylko, że - w moim przypadku - na błyszczenie buzi (oczyszczenie także) rewelacyjnie działa OCM. :)

wybaczcie opakowanie przecięte akurat w miejscu składu.
Nie liczyłam na to, żeby skład był całkowicie naturalny i wolny od szkodliwych, wysuszających składników. Oczywiście, moje przekonanie były słuszne. Wysoko w składzie znajduje się gliceryna oraz jeden z najbardziej wysuszających alkoholi. Na końcu znaleźć możemy parabeny, gumę ksantanową oraz - o dziwo - nieszkodliwy barwnik.


Ogłaszam niniejszym, że krem matujący Oriflame ląduje dziś w koszu. :)


***
Zmuszona byłam usunąć niemal wszystkie posty mojego autorstwa. Powód? Starając się zrozumieć, dlaczego nie mogę wrzucać zdjęć na bloga, przypadkowo usunęłam wszystkie zdjęcia. Posty bez zdjęć są, przynajmniej dla mnie, bezużyteczne. Z tego też powodu na nowo rozpoczynam swoją "karierę" w blogowym świecie. Przyznam, że nawet mi się to podoba. :)

Komentarze

  1. Cześć :) Jakiś czas temu wspominałam u siebie na blogu o akcji Szlachetna Paczka.. Teraz juz mamy wybraną rodzine, któej dokładnie możemy pomóc! Wszystkie szczegóły i informacje oraz lista najpotrzebniejszych rzeczy znajduję się u mnie w najnowszej notce ;) http://making-myself-beauty.blogspot.com/2012/11/b-jak-bloger-i-bohater-wybralismy.html
    Zapraszam do przyłączenia się, a także o podzielenie się akcją u siebie na blogu, aby jak najwięcej osób mogło się o niej dowiedzieć i pomóć! ;))
    Bardzo przepraszam za spam.. ale po prostu bardzo mi zależy na tym aby rodzina otrzymała pomoc ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. o jak fajnie, że zrobilaś jego recenzję! zastanawialam się nad kupnem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w czymś pomogłam. :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)