Kwiaty na poddaszu - V. C. Andrews

Książki to moja miłość życia, to jest raczej niepodważalne. Do każdej z nich podchodzę niesamowicie emocjonalnie, jestem w stanie czytać książkę, przerywać na pewien czas, ponieważ denerwuje mnie któryś z bohaterów, po czym wracać do niej, aby znów przerwać i opowiadać wszystko ze szczegółami przyjaciółce.  Jeśli chodzi o książkę V. C. Andrews, sprawa wyglądała odrobinę poważniej. Dlaczego? Otóż dlatego, że owa książka pokonała moje uzależnienie od internetu. Byłam w stanie wszystko odkładać na potem, żeby tylko dowiedzieć się, jakie są dalsze losy bohaterów.


Mało tego, niektórzy bohaterowie nie tylko mnie interesują, ale niemal fascynują. Tak było też i tym razem, a przedmiotem mojej fascynacji stał się Christopher - jeden z czwórki dzieci, których dotyczy owa książka.


Historia opowiadana jest przez Cathy, dziewczynkę, którą poznajemy, gdy ma 12 lat - kochana przez ojca, utalentowana i ładna. Ma trójkę rodzeństwa, których darzy ogromną miłością. Doprawdy zadziwiające jest, że wymienia imię "Chris" tak wiele razy - jest to chyba najczęściej powtarzane słowo w książce (sprawdziłam - otworzyłam na przypadkowej stronie i podliczyłam - imię wymienione było 5 razy, choć uważam, że to i tak mało, jak na możliwości Cathy).


Spotyka ich ogromna tragedia, którą z pewnością jest zamknięcie na 3 lata na strychu. Dzieci nie mają prawa wyjść poza swój pokój, nikt nie może wiedzieć o ich istnieniu, a jedyne, co daje im babcia, na której strychu zmuszeni są mieszkać, to liczne zasady.

Cóż, powieść z pewnością nie napisana jest na wysokim poziomie, jednak - pomimo historii, jaka toczy się w książce - emanuje głębokim spokojem. Naprawdę polecam każdemu, kto chce zrelaksować się nad interesującą i wciągającą historią.


Czy dla Was książki także są drugą rzeczywistością (lub jak dla mnie, po prostu rzeczywistością)?

źródło: www.demotywatory.pl

Komentarze