Osiemdziesiąt Dni Czerwonych - Vina Jackson

Z recenzją kolejnej książki niestety się nie pospieszyłam. Usprawiedliwię się jednak ogromną ilością kolokwiów w minionym tygodniu, których liczba wynosiła... 6. Domyślam się, że nie każdy z nich będzie nosił miano zaliczonego, za co winę ponosić też będzie po części tytułowa książka. :)


Dla tych, którzy nie czytali poprzedniej recenzji, przypomnę pokrótce, że książka w pewnym stopniu przypominać ma 50 twarzy Greya. Zapewne znajdą się osoby, które od razu po przeczytaniu tego zdania zrezygnują z dalszego czytania. Nie radziłabym jednak. :)


Dlaczego? Otóż jest jeden niezwykle ważny powód: książka nie jest tak niedojrzała, jak pokrewne jej 50 twarzy. Autorzy książki w dużym stopniu skupili się na psychice i emocjach bohaterów. Pokazali tę ciemniejszą, bardziej prymitywną stronę ludzkiej natury, która zwyczajnie kieruje się seksem.



Mówiąc jednak w skrócie i mniej tajemniczo - jest to po prostu kontynuacja Osiemdziesięciu Dni Niebieskich, czyli niemalże zwyczajny romans. Czy polecam? Polecam. Warto czasem sięgnąć po książkę, którą będzie czytało z niezwykłą lekkością i przyjemnością.


Komentarze