Today, Tomorrow, Always w postaci musu do ciała!

No i nie powstrzymałam się. Miałam stosować balsam do ciała co drugi dzień, aby nie wykańczać ich z taką częstotliwością, ale moje chciejstwo bycia pachnącą i nawilżoną zwyciężyło. Skutkiem tego było prędkie wykończenie musu i dalej - recenzja. :)


Opakowanie: Mus zamknięty jest w naprawdę malutkim, mało wpadającym wizualnie w mój gust, słoiczku. Od razu zaznaczyć jednak muszę jeden minus, a mianowicie - brak widocznego składu. Bardzo nie lubię, gdy muszę szukać w internecie informacji na temat tego, co nakładam na swoje ciało. Nic się jednak nie zacinało i nie odklejało, co uważam za poprawną cechę opakowania.


Konsystencja: Produkt miał bardzo leciutką i szybko wchłaniającą się konsystencję. Przykro mi to stwierdzić, ale pod tym względem zachwycił mnie jedynie jego zapach - piękny intensywny w słoiczku i delikatny, ale wyczuwalny na ciele. Na szczęście, lub niestety, zapach czuć tylko przez pierwszych kilka godzin, następnie prędko znika.


Skład: Niestety nie znalazłam go nigdzie w internecie... Bardzo mi przykro, że nie mogę dostarczyć tak istotnych informacji.


Działanie: Produkt był raczej nijaki - słabo nawilżał, nadawał krótkotrwały, choć wspaniały, zapach. Do tego był mało wydajny i nie mogłam sprawdzić nawet składu. Nie polecam.

Pojemność: 150 ml
Cena: 30 zł


Komentarze

Prześlij komentarz

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)