poniedziałek, 22 grudnia 2014

Moja kolekcja szminek.

Choć nie, kolekcja to złe słowo, w końcu nie stoją w gablotce i nie dotykam ich tylko przez rękawiczki, jednak kilka ich mam. :) Ile? Spójrzcie same.


Udało mi się je pogrupować po trzy. :D 3 w czarnych opakowaniach, 3 Eliksiry i 3 inne. No to zaczynamy!



Wybaczcie, gryzie mnie niesamowicie ten kod kreskowy, ale zauważyłam go zbyt późno...
 Od lewej mamy nr 08, czyli czerwień; następnie nr 04 i 01. Szczerze mówiąc, nieszczególnie lubię tę serię - wolę znacznie bardziej napigmentowane i ciężkie szminki. Ich trwałość nie jest powalająca, bez jedzenia i picia wytrzymają ok. 3 godzin. Na pewno nie wysuszają i możemy kupić je za grosze, za co możemy podziękować firmie Wibo. :)


 Następna trójka znacznie bardziej lubianych i lepiej napigmentowanych szminek. :) Od lewej mamy: Inglot nr 110, czyli piękna, piękna fuksja, którą dostałam w prezencie na urodziny. Ma bardzo krótki termin ważności, gdyż jest to rok i nie jestem przekonana, czy wykończę ją tak szybko. Gładko sunie po ustach i ich nie wysusza; wytrzymuje na ustach ok. 5 godzin. :)


 Następny jest MAC, Viva Glam I o wykończeniu matowym. Cudowna chłodna czerwień, przy której  pojawiają się trudności w nałożeniu, jeśli nie nałożymy wcześniej balsamu na usta. Kosztowała 86 zł, ma świetną trwałość, bardzo ciężko jest ją zmyć z ust, ale mimo wszystko schodzi przy jedzeniu. Nierównomiernie. To najbardziej klasyczna z moich szminek, bardzo polecam ten odcień. :)


Na końcu jest Rimmel, Airy Fairy, nr 070. Jeden z bardziej naturalnych odcieni wśród moich szminek i nie mniej lubiany. :) Jest idealna na co dzień, idealna do mocniejszego makijażu oczu. Myślę, że 20 zł, to doskonała cena dla niej. Nie wysusza ust, choć znacznie lepiej nakłada się z balsamem. Mimo wszystko bardzo ją lubię, jest neutralna, ale widoczna. Moim zdaniem, bardzo elegancka.


I na samym końcu trójka, której wspólną cechą jest tylko kolor. :)
Od lewej Avon, Rich Merlot, czyli bardzo ciemna szminka, której ceny nie pamiętam. Z racji na to, że jest ciemna i bardzo kremowa, zawsze uważam przy niej na: a) jedzenie; b) kontur. Lubi się rozmazywać i często boję się jej używać, bo kończy poza ustami lub na moich zębach. Niemniej jednak, kolor ją ratuje. :)


Następnie Astor, Tulip Kisses, nr 203 - piękna, kremowa czerwień w pięknym biało-złotym opakowaniu. Kolejny prezent urodzinowy. :) Użyłam jej dopiero kilka razy, zatem nie mogę się specjalnie o niej wypowiadać, jest jednak naprawdę bardzo kremowa i łatwa w nakładaniu. Mimo wszystko lubię ją i jestem przekonana, że przyjdzie pora, kiedy będę używała jej niemal codziennie. :)


Na samym końcu mamy MaxFactor, , Bewitching Coral, nr 827, czyli po prostu matowy koral. Naprawdę ją lubię, jest łatwa w nakładaniu, nie wysusza ust, utrzymuje się na nich długo. Kiedy mam ją na ustach, zdarza mi się słyszeć komplementy na temat wyjątkowości odcienia mojego prezentu urodzinowego. :) Używam często i z radością.

***
To już koniec mojej kolekcji! Macie może którąś z nich? Jak Wam się sprawują? :)

4 komentarze:

  1. Mam tylko te eliksiry z Wibo bardzo je lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je lubiłam, ale kiedyś byłam do nich bardziej przekonana... :(

      Usuń
  2. mam jedną szminkę od Wibo, ale również wolę trwalsze i mocniejsze szminki, więc nie używam jej za często ;) spodobał mi się kolor Astorowej szminki, muszę się jej bliżej przyjrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie otwórz sobie jej opakowanie, w środku jest złote. Pięknie kontrastuje z bielą na zewnątrz opakowania i czerwienią szminki. :))

      Usuń

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...