Projekt denko czerwca!

Tak, jakoś zdjęć mnie zabija, ale dopóki moja siostra nie zwróci mi karty do aparatu (przyszły tydzień), będą wlaśnie tej jakości. Ale, pocieszam, to już niedługo! 

Jeśli mowa o denku, czerwiec nie był dla mnie miesiącem owocującym w zużycia. Ani wypoczynek. Na pewno nie. 
Macie jednak ochotę zobaczyć, co zużyłam do ostatniej kropelki? :)


 Na pierwszy rzut wybieram... (z zamkniętymi oczami!) nić dentystyczną - a nie mówiłam, że z zamkniętymi oczami? :D
Kupiłam ją wieki temu, ale bardzo ją lubiłam. Była wydajna, lekko miętowa i bezproblemowo wchodziła w przestrzenie międzyzębowe. Na pewno kupiłam ją za grosze, ponieważ jest to wersja klasyczna, czyli bez żadnych udziwnień. :)


 Następnie kolej na wodę termalną Uriage - czyli mojego absolutnego ulubieńca od ponad roku. To już moje 3 opakowanie i żałuję tylko, że zmieniła szatę graficzną. Cóż, wciąż jest doskonała, jak tutaj. :) Już mam kolejna wersję!


 Następne w kolejności są perfumy Incandessence, które dostałam w prezencie - ale nie oczarowały mnie tak, jakbym chciała. Nie powaliły mnie na kolana swoją trwałością czy zapachem, choć jest dość ciężki, a ja lubię ten rodzaj perfum.
Nie ukrywam, zapomniałam już, że je używałam. ;) Nie polecam.


 Dalej mamy peeling do ciała, który zasługuje na duże, duże brawa. Nawet przez opakowanie czuję jego słodki zapach i znów jestem nim oczarowana! Był doskonały - ostry, mocno zdzierał mój naskórek, ale zaraz po tym nawilżał i koił moją skórę olejkiem - jak kochanek! :) Bardzo polecam.


I na samym, choć nie szarym, końcu mamy próbkę perfum marki Lou Pre o numerku C110. W internecie wyczytalam, że łączy w sobie nutę bergamotki, brzoskwini i róży z paczulą, wanilii oraz konwalii. Brzmi zachęcająco, nieprawdaż? I tak też pachnie - słodko i lekko. Byłam zakochana, naprawdę.


 I to już wszystko! Mam  nadzieję, że lipiec będzie bardziej sprzyjający w zużycie, odpoczynek i jakość zdjęć. :D

Komentarze