Jestem sprzedawcą - czego nauczyli mnie klienci?

Sprzedawca to bynajmniej nie jest zawód, który sobie wymarzyłam - jednak my, studenci, musimy sobie jakoś radzić, prawda? ;)
Całkowicie przypadkiem trafiłam do salonu z bielizną, w którym zaczęłam pracę - pracę, która jest, przynajmniej moim zdaniem, bardzo wymagająca. Tu nie wystarczy tylko potrafić sprzedawać, potrzeba o wiele więcej. Czego? Czytajcie dalej. :)


Zacznę od tego, że praca w sklepie może być męcząca fizycznie. Spotykam się z mnóstwem opinii, które sugerują, że to jeden z najprostszych zawodów. Ależ skąd! Niejednokrotnie muszę przenosić bardzo ciężkie kartony z towarem, znosić krytykę klientów, przebierać manekiny (które jak dla mnie są za ciężkie) i oprócz 12 godzin, które muszę spędzić na nogach - czasem dzień po dniu - czasem trzeba przyjeżdżać dużo wcześniej lub zostawać dużo dłużej po pracy, żeby myć witrynę lub dopracowywać wizual.


Jak mówiłam, pracuję w bardzo intymnym zawodzie. Każdego dnia, który spędzam w pracy, mnóstwo klientek pokazuje mi swoje ciało, abym mogła profesjonalnie dobrać im bieliznę. Odpowiadam za ich komfort, zdrowie, dobry wygląd. Odpowiadam za atmosferę, jaką tworzę w salonie; niektóre klientki wstydzą się rozebrać, wstydzą się swojego ciała - a ja w każdej sytuacji muszę być tak samo delikatna, subtelna i profesjonalna. To w końcu kobiety. Wymagają piękna, chcą być piękne i widzieć piękno.


Jak dzielą się klientki? Na te, które nie oczekują pomocy i te, które jej potrzebują - te, które traktują sprzedawcę jako swego rodzaju terapeutę i te, które traktują sprzedawców jak popychadła - pewne swojego ciała i te wstydliwe.
Co łączy je wszystkie? Piękno. Nie wszystkie kobiety chcą być kobiece - niektóre kochają koronki, kolorową bieliznę i seksualność, która przez to przebija, ale większość jednak preferuje coś bardziej praktycznego - biel, czerń, kolor cielisty, brak falbanek, koronek... Czego jednak nauczyły mnie wszystkie te kobiety?


Przede wszystkim tego, że nie ocenimy człowieka po ubiorze, ale po bieliźnie już tak. ;) Niejednokrotnie obsługiwałam panie ubrane naprawdę skromnie, a wybierały najbardziej frywolną bieliznę w salonie. To naprawdę cudowne - ogromna tajemniczość przebijająca przez te kobiety.
Nauczyłam się też bycia konkretną i opanowaną - ludzie to lubią, szczególnie, gdy traktują mnie jak popychadło. Nie chcą wtedy wdawać się ze mną w większe dyskusje, interesuje ich konkret, i tyle. Prowadzenie rozsądnej rozmowy jest szczególnie trudne, gdy łzy cisną Ci się do oczu, bo ktoś traktuje Cię źle. Ale nauczyłam się. I dziękuję też za to.
Najwspanialsza rzecz, która przyszła wraz z czasem pracy w sklepie - empatia. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak wiele współczucia wymaga praca z ludźmi. Świadomość tego, ile ci ludzie mogli przejść. Kobiety po lub w trakcie ciąży, kobiety szczupłe i te walczące ze swoją wagą. Trzeba je zrozumieć, umiejętnie poprowadzić rozmowę, nauczyć się otwartości.
To wspaniałe, że mogłam się tego nauczyć. :)



Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny post. Jest tu zawarta kwintesencja kobiecości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Zainspirowało mnie to do wpisu o pięknie, ale to wymaga ode mnie większego nakładu pracy. :)

      Usuń
    2. Hmm czemu nie :) w takim razie czekam na taki wpis.

      Usuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)