Projekt denko w wersji wrześniowej!

Chciałabym powiedzieć to, co mówi niemal każda osoba po zakończeniu danego miesiąca: "Ależ ten miesiąc szybko przeminął!" - nie, mi tym razem wyjątkowo nie.
Miałam mnóstwo, mnóstwo pracy, pracowałam w dwóch miejscach na raz, miałam szalenie mało dni wolnych, ale jeśli spojrzymy na denko... Cóż, widać, że nie próżnowałam. Zapraszam. :)


W moim denku, jak co miesiąc, znajduje się moja ulubiona farba do włosów - nie wypłukuje się zbyt szybko, a kolor jest tak dobrze wyważony pomiędzy czerwienią a jasną rudością, że naprawdę często słyszę komplementy na temat mojej rudości. Do tego doskonała dostępność, niska cena i ideał gotowy!


Krem do rąk, który grzeszył wydajnością - zużywałam go niemal rok! Niemniej jednak, nawilżał całkiem nieźle, choć nie doskonale. Myślę, że już do niego nie wrócę.
Niestety, w tym poście podaruję sobie atrakcje zapachowe - katar skutecznie mi to uniemożliwia. Ten krem jednak do moich ulubieńców nie należał.


Arganowy szampon do włosów towarzyszył mi około pół roku, a włosy myję co drugi dzień. Gdyby przez cały ten okres działał tak jak na początku stosowania - odświeżając włosy, unosząc je, pielęgnując - powiedziałabym, że znalazłam myjącą doskonałość do włosów. Niestety jednak, pod koniec stosowania często obciążał moje włosy, co spowodowało, że raczej do niego nie wrócę.


O szamponach ciąg dalszy, czyli miniatura szamponu z 7 ziół z Isany. Jak na miniaturkę przystało, wystarczył mi na 3-4 użycia, które przyjemnie odświeżały moją skórę głowy w szalone, letnie upały. Czy wrócę do niego w wersji pełnowymiarowej? Cóż, być może, jednak dalej szukam mojego ulubieńca. :)


Serum do biustu marki Eveline to jeden z kosmetyków, które zużywam i kupuję na nowo. To opakowanie starczyło mi na półtoraroczne użytkowanie raz dziennie - stąd mocno podniszczone opakowanie.
Czy polecam? Polecam. Pielęgnacja piersi jest niesamowicie ważna, a to serum działa nawilżająco, wygładzająco i wypełniająco. Przy tym kosztuje niewiele. Ja jestem na tak, a Wy? :)


Następny w kolejce jest mój ulubiony puder do twarzy, którego kolejne opakowanie jest już w mojej kosmetyczce. Starannie rozpisałam się o nim tutaj; zdania nie zmienię - polecam! :)


Odżywczy krem do twarzy na dzień marki L'Oreal, o którym także miałam już przyjemność pisać, sprawował się u mnie dobrze, choć wiem, że mogę liczyć na więcej od innych kosmetyków, dlatego też porzucam go na rzecz testów. Jest lepszy niż odżywcza wersja na noc - lżejszy, jednak stan cery po zastosowaniu jest niesamowicie podobny.


Próbki perfum marki Lou Pre. Jak wspominałam, mój nos zawodzi, zatem obędę się bez wrażeń zapachowych. Na czym bazują poszczególne miniaturki? Spójrzcie same:
  • C128 to połączenie bergamotki, czarnej porzeczki i kwiatami róży z kaszmirem. Brzmi kobieco i kwiatowo-owocowo. Sam opis mnie urzeka.
  • C118 - bergamotka, lilia, jaśmin i zielona mandarynka - ta opcja podoba mi się znacznie bardziej niż punkt pierwszy, ponieważ zawiera lilię i jaśmin - mój nos bardzo lubi te tony. :)
  • C130 to połączenie fiołka, goździka i drzewa cedrowego z piżmem.
  • P143 łączy w sobie różowy pieprz i drzewo sandałowe.
  • P141 umożliwia nam poznanie aromatu połączonych: sycylijskiej mandarynki, chińskiego liczi i lilii.
Nie ukrywam, wszystkie brzmią smakowicie, ale doskonale pamiętam, że przynajmniej dwójka z nich nie podobała mi się na mojej skórze.


Zapachów, choć nie mających nic wspólnego z ciałem, ciąg dalszy. Świeczka w szalone, białe renifery była intensywna, mocno świąteczna i cynamonowo rozgrzewająca, za to koleżka obok, którego pochodzenia nie jestem nawet w stanie określić, nie otulał zapachem - przeciwnie, na sam koniec spalił swój domek, co widać na zdjęciach. Świeczkom niewiadomego pochodzenia w naszych zbiorach mówimy stanowcze: nie!


Zużywam waciki na potęgę - zawsze te same, zawsze równie tanie i kupowane w tym samym Rossmannie. Gdyby nie ich dobra jakość, uznałabym, że popadam w kosmetyczną monotonię, ale w tym przypadku pozostaje mi tylko powiedzieć: kupujcie i zużywajcie!


Koniec produktów zdenkowanych wieńczy nocna wersja odżywczego kremu do twarzy marki L'Oreal. Zużyłam go, choć z niedużą radością. Mam jeszcze kolejne opakowanie, które aktualnie zużywam, ale ma znacznie bardziej tępą konsystencję od tego, co generalnie nie wpływa na jego korzyść. Wersji nocnej mówimy zatem głośne: nie!

Z chęcią przenoszę teraz wszystkie opisywane kosmetyki (i Wy, świeczki, wybaczcie) do kosza na śmieci. Czy i Wy odczuwacie równą przyjemność? :)

Komentarze

  1. Uwielbiam to serum do biustu Eveline

    OdpowiedzUsuń
  2. Ziołowa Isana jest najlepsza :) w sumie lubię wszystko co ziołowe, więc może to dlatego :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)