Moja włosowa historia - przekrój 4 lat!

Początkowo chciałam tylko zrobić małą aktualizację włosów. Jednak znalazłam na blogu mnóstwo starych zdjęć i pomyślałam, że jeśli na nowo zaczynam starać się o swoje włosy (ups! - zdradziłam trochę za dużo), to może warto zrobić post zbiorczy z tym, co czyniłam z włosami. :)

Najstarsze zdjęcie, jakie znalazłam, pochodzi z listopada 2012 roku. Wtedy włosy nie były w najlepszym stanie, zaczynałam dopiero poznawać strukturę włosów, pielęgnację jaka im służy. Mimo wszystko, włosy były bardzo gęste, od zawsze. No to zaczynamy!


Nie pamiętam już dokładnie swojej pielęgnacji z tego okresu, ale wiem, że próbowałam wcierek, olejowania, picia drożdży, suplementów - o czym tylko robiło się głośno na blogach! W ten sposób w krótki czasie moje włosy stały się bardzo obciążone...


Wyglądały dobrze, ale były oklapnięte, miałam wrażenie, że są permanentnie mokre. Ale kiedy już osiągnęłam maksimum możliwości moich włosów, a wtedy - uwierzcie, wyglądały fenomenalnie, ale ani nie pamiętam tamtejszej pielęgnacji, ani nie mam zdjęć z tamtego okresu, wtedy właśnie postanowiłam, że chcę powrócić do rudości. Zaczęłam robić sobie płukanki rozjaśniające, po których moje włosy wyglądały tak. :D


Z takimi włosami spakowałam się i pojechałam do babci, która uznała, że nie mogę tak wyglądać i muszę zafarbować włosy na ciemny kolor. A moje włosy - umęczone - poddały się. :)


Ale jak - jak na uparciucha przystało - nie odpuściłam. Chciałam mieć rude włosy i koniec. Z tego też względu ponad 2 lata później zobaczyć można mnie było już w rudych włosach. Zdjęcie, które zaraz zobaczycie, zrobione było, ponieważ byłam zmęczona długimi włosami i chciałam je obciąć.


Doradziłyście mi jednak podciąć tylko końcówki, tak też zrobiłam. Ale od tego czasu przez następne 8 miesięcy, co tu dużo mówić, byłam dość chwiejna emocjonalnie. Biorąc pod uwagę to, że moje włosy nie są łatwe, a ja - niemal bez przerwy przygnębiona - bardzo je ignorowałam; to musiało skończyć się źle. I tak było. Było coraz gorzej.


Z powyższymi włosami wytrwałam kolejne pół roku, ale bardzo zastanawiałam się nad ich ścięciem. Bardzo się tego obawiałam, bo całe życie miałam bardzo długie włosy. Nie wytrzymałam jednak, pod koniec października, po moich urodzinach, znalazłam się w salonie Jean Louis David, gdzie skrócono trochę moje włosy.


Włosy wyglądały już lepiej, ale powrócił mój największy problem - plątanie. W okresie jesienno-zimowym, gdy noszę szalik, włosy miałam permanentnie poplątane. Wieczorami płakałam, rozczesując włosy, niejednokrotnie wycinałam te najgorsze kawałki. Wiedziałam, że tak być nie może, irytowało mnie to - w końcu trafił się gorszy dzień w pracy, na drugi dzień rano obudziłam się, a moje włosy znów były w okropnym stanie. Zostawiłam je takie, jakie je zastałam, nie pojechałam na uczelnię i wróciłam do salonu Jean Louis David. Obcięłam włosy na boba, na bardzo krótko. Moja fryzura w tym czasie ewoluowała, raz miałam grzywkę, innym razem nie. Oto jedno zdjęcie z tego okresu.


W tej fryzurze czułam się dobrze, ale po 2 latach w krótkich włosach pojawił się inny problem - w związku z niemal codziennym prostowaniem i farbowaniem, włosy zaczęły się znów niszczyć. Rok temu w listopadzie obcięłam włosy do najkrótszej długości, jaką miałam, czyli mniej więcej do połowy szyi przy prostych włosach, i zaczęłam zapuszczać włosy. Krótko potem odstawiłam prostownicę i wróciłam do naturalnego koloru. Teraz, po 10 miesiącach od tamtego momentu, włosy prezentują się następująco.


To nie jest szczyt moich włosowych możliwości, ale staram się. :) Staram się ich nie suszyć, nie prostuję, nie kręcę, delikatnie czeszę, stosuję odpowiednią pielęgnację... Nie chcę zapeszać, ale chciałabym, żeby rosły przede wszystkim zdrowe.

W związku z tym chciałabym powrócić do comiesięcznej aktualizacji włosów, jak kiedyś. W ten sposób będę się bardziej pilnować i sprawdzać na bieżąco jakość włosów. :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Każdy komentarz daje mi bardzo wiele radości! Dziękuję Ci! :)